Powitanie

Dzień dobry!

Chciałabym przywitać Was na moim pachnącym jeszcze nowością blogu.

Po wielu latach marzeń, wielu miesiącach rozterek i wielu tygodniach przygotowań powoli ruszam z realizacją mojej wizji, która siedziała mi w głowie od lat. Najpierw myśl kiełkowała nieśmiało, potem w miarę upływu czasu coraz silniej przykuwała moją uwagę, a w pewnym momencie dojrzałam do podjęcia decyzji o stworzeniu czegoś od A do Z mojego.

Kocham piękne sukienki.

Już za moich nastoletnich czasów sięgałam po kobiece stroje, nosiłam spódnice, kolorowe sukienki. Nie rozumiałam zachwytów rówieśniczek nad jeansami czy rozciągniętymi bluzami. Z zachwytem oglądałam zdjęcia z modą dawnych lat, zwłaszcza z lat 50-tych XX wieku. Nigdy wcześniej ani nigdy później kobiety nie były tak pięknie ubrane, jak wtedy, gdy triumfy święciły rozkloszowane sukienki z paskami podkreślającymi wąskie talie, dekolty odkrywające zgrabne szyje, rękawy ukazujące wdzięczne dołeczki w łokciach, szczupłe nogi wychylające się spod zwojów sztywnych halek wodzących na pokuszenie męską wyobraźnię. Moda z tamtej epoki pozwalała na akcentowanie kobiecości za pomocą strojów, które nie odsłaniając przecież wiele, tak skutecznie wydobywały seksapil nawet z szarych myszek.

 

https://32ndofjanuary.tumblr.com/post/121782512990

 

https://natabo.tumblr.com/post/122322684154/jackspinups-model-miss-mm

 

 

https://amo-vintage.tumblr.com/post/121076767770/chotronette-dress

 

 

Przez wiele lat żałowałam, że nie urodziłam się w tych czasach amerykańskich gospodyń domowych z przedmieść noszących pastelowe sukienki, w czasach pikników, na które damy zakładały białe rękawiczki, w okresie bali i przyjęć uświetnianych obecnością sznurów pereł na szyi w towarzystwie sukienki w kratę.

Będąc już na studiach potrafiłam miesiącami szukać w sklepach wymarzonej sukienki. Jak nietrudno się domyślić rzadko się udawało znaleźć coś odpowiadającego wyobrażeniom. Ten okres zaowocował pojawieniem się mojej drugiej miłości – szycia. Podstawy wyniosłam z domu, w którym często rozlegał się turkot maszyny, na której moja Mama coś naprawiała lub szyła. Małymi kroczkami, zmierzając się z coraz większymi wyzwaniami, przyswoiłam potrzebne umiejętności do uszycia pierwszej sukienki. Chociaż już dawno jej nie mam to pamiętam ją do dziś! Olśniewający zielony kolor, drobny biały rzucik na jego tle, rozłożysty kielich spódnicy, cieniutki czarny paseczek w talii i dekolt w serce… Wzbudziła zachwyt na przyjęciu weselnym, na które ją założyłam.

Szybko przerzuciłam się na noszenie własnych sukienek zamiast tych kupowanych w sklepach sieciowych. Miałam miliony pomysłów w głowie, każda wizyta w pasmanterii była niebezpieczna, odkrycie nowego wzoru materiału powodowało nieprzemożoną chęć kupna i zamiany kawałka tkaniny w coś magicznego. Moja szafa stopniowo zapełniała się dziesiątkami sukienek na każdą okazję.

Okazało się, że wytwory mojej maszyny mają swoje amatorki wśród rodziny i przyjaciółek, a ja nie potrafię obyć się bez szycia, które pokochałam całą duszą. Jesienne i zimowe wieczory spędzane w kręgu ciepłego światła lampy świecącej nad drewnianym stołem, który bezpowrotnie stracił swoją pierwotną funkcję stając się stanowiskiem mojej pracy, są miłymi chwilami, które wywołują uśmiech na mojej twarzy, gdy je wspominam. Przy szyciu towarzyszą mi dwa moje koty przycupnięte gdzieś w pobliżu i mrużą oczy przy dźwiękach maszyny.

DSC04318 

 

Teraz nadszedł moment, żeby wyjść z moimi sukienkami na świat, do Was. Mam nadzieję, że uda mi się przyczynić chociaż w małym stopniu do częstszego widoku pięknie ubranych kobiet na polskich ulicach. Moim marzeniem jest częsty widok sukienek pastelowych, dobrze skrojonych, podkreślających piękno tkwiące w każdej z nas.

 

Zapraszam do mojego sukienkowego świata!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *